W cyklu DIMAQuestion przepytujemy osoby, który zdobyły certyfikat DIMAQ. Co zmotywowało ich do przystąpienia do egzaminu i jakie mają plany na rozwój kariery w digital marketingu?

Dzisiaj zapraszamy do lektury wywiadu z Julią Waincetel, Senior SEM Specialist AI Automation Lead w Performics (Publicis Groupe) oraz posiadaczką DIMAQ Professional.

Julia: Moment, w którym pomyślałam „ok, robię to”, nie wydarzył się przy żadnym konkretnym projekcie – tylko… przy zmianie środowiska. Pracując wcześniej w mniejszej, lokalnej agencji, w ogóle nie zetknęłam się z DIMAQiem. Ten temat po prostu nie istniał w mojej rzeczywistości. Dopiero kiedy dołączyłam do Publicis Groupe, ktoś mimochodem wspomniał o tym branżowym standardzie – i to był pierwszy moment, kiedy zapaliła mi się lampka. Prawdziwym impulsem była jednak moja szefowa. Już na etapie rozmowy rekrutacyjnej wyłapała, że napędza mnie rozwój, uczenie się i wchodzenie w nowe obszary. To ona skierowała mnie na DIMAQowe tory – i z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to był strzał w 10. Poziom Professional był dla mnie dużym wyzwaniem – miałam doświadczenie tylko w 3 z 12 obszarów. Ale właśnie dlatego się na niego zdecydowałam. Nie dlatego, że „już umiem”, tylko dlatego, że chciałam poznać resztę.

Julia: Nie jestem najbardziej obiektywnym przykładem, jeśli chodzi o ocenę wpływu tego wyróżnienia na rynek pracy. Nie narzekam na brak ofert pracy, ale trudno stwierdzić czy zawdzięczam to konferencjom, doświadczeniu czy właśnie certyfikatowi DIMAQ. Jest jednak jeden bardzo konkretny przykład, gdzie ten wpływ jest ewidentny. Dzięki DIMAQ zostałam wykładowczynią akademicką zanim minęły 3 lata od momentu, kiedy sama skończyłam studia. Wiem od osób decyzyjnych po stronie uczelni, że DIMAQ był tym wyróżnikiem, który sprawił, że zaproponowano tę rolę mi, a nie komuś innemu. Przy doświadczeniu w wystąpieniach publicznych DIMAQ pokazuje, że za umiejętnością mówienia stoi realna wiedza – przekrojowa, osadzona w szerszym kontekście niż tylko w wąskim obszarze specjalizacji.

Julia: To jest trochę tak jak z marką samochodu czy konkretną rasą psa. Od momentu zdobycia certyfikacji zaczęłam widzieć DIMAQ dosłownie wszędzie – u współpracowników, wykładowców, partnerów biznesowych. I wtedy zrozumiałam, że to nie jest tylko egzamin dla sprawdzenia siebie i swojej wiedzy, ale faktycznie rozpoznawalny na rynku znak jakości.

Julia: To nie jest coś, co zawsze pada wprost w rozmowie – rzadko ktoś mówi „widzę, że masz DIMAQ, to zmienia wszystko”. Ale zdecydowanie czuć to między wierszami. Mam poczucie, że ten element działa jak skrót myślowy. Nie trzeba od zera udowadniać, że rozumie się branżę szerzej niż tylko przez pryzmat jednego kanału czy narzędzia. W rozmowach z klientami czy partnerami łatwiej przejść do konkretów, bo fundament zaufania pojawia się szybciej. Podobnie jest w procesach rekrutacyjnych. To nie zastępuje doświadczenia ani nie „robi roboty” za Ciebie, ale potrafi być tym sygnałem, że stoi za Tobą uporządkowana, przekrojowa wiedza. A to często robi różnicę na etapie pierwszej oceny kandydata.

Julia: W moim przypadku – nie, bo do egzaminu przygotowywałam się samodzielnie. Przyznam, że było to dosyć wymagające. Musiałam sama zaplanować naukę i zidentyfikować luki. Już samo ułożenie zagadnień pod kątem sylabusa i nadrobienie braków w obszarach, w których nie miałam doświadczenia zawodowego, zajęło mi prawie miesiąc. Szczerze mówiąc, zazdroszczę wszystkim, którzy mogli skorzystać z Akademii. Gdybym miała podchodzić do egzaminu jeszcze raz, zdecydowanie wybrałabym tę ścieżkę. Jasne – można zdać przygotowując się samodzielnie, jestem tego przykładem. Ale jest to okupione znacznie większym stresem i wymaga ogromnych nakładów czasowych oraz bardzo silnej motywacji. Po całym dniu pracy trzeba jeszcze znaleźć w sobie energię, żeby usiąść do nauki i konsekwentnie realizować swój plan. Z perspektywy czasu widzę, że z trenerem ten proces mógłby być po prostu szybszy, bardziej uporządkowany i mniej obciążający.

Julia: Największą trudność sprawiły mi obszary, które wcześniej znałam tylko „ze słyszenia”, ale nigdy nie pracowałam w nich bezpośrednio takie jak e-mail marketing. Dopiero w trakcie nauki okazało się, jak dużo niuansów i zależności się za nimi kryje. To nie były już ogólne pojęcia, tylko konkretna wiedza, którą trzeba było naprawdę zrozumieć. Co ciekawe, wpłynęło to też na moją codzienną pracę. Na statusach zespołowych zaczęłam dużo uważniej słuchać osób zajmujących się innymi obszarami niż mój – z myślą, że każda taka rozmowa może być źródłem wiedzy, która przyda się na egzaminie. Ten nawyk został ze mną do dziś, mimo że sam egzamin mam już dawno za sobą.

Julia: To prawda – to zdecydowanie egzamin na myślenie, a nie na bezrefleksyjne odtwarzanie wiedzy. Oczywiście są elementy, które po prostu trzeba znać – pojedyncze statystyki, liczby czy udziały procentowe. Ale to nie jest dominująca część. Większość pytań dzieli się dla mnie na dwa typy. Pierwszy to te, w których od razu znasz odpowiedź i wybierasz ją intuicyjnie, bez większego zastanowienia. Drugi typ jest ciekawszy – masz poczucie, że coś kojarzysz, coś „dzwoni”, ale dopiero chwila analizy pozwala zrozumieć, gdzie leży sedno pytania. I właśnie te drugie najlepiej pokazują, że liczy się nie tylko wiedza, ale umiejętność łączenia faktów i wyciągania wniosków.

Julia: Największym wyzwaniem było dla mnie… opanowanie stresu. Miałam w głowie taką trochę abstrakcyjną obawę, że mimo całej wiedzy, którą zdobyłam, w momencie kiedy usiądę przed komputerem i zacznę zaznaczać odpowiedzi, wszystko po prostu „wyparuje” z głowy. Na szczęście to się nie wydarzyło.Obawiałam się też limitu czasowego, ale finalnie okazało się, że zupełnie niepotrzebnie – nie wykorzystałam nawet połowy przewidzianego czasu. Z perspektywy czasu widzę, że największą trudnością nie był poziom pytań, tylko to, co działo się w mojej głowie przed rozpoczęciem egzaminu.

Julia: Największa zmiana? Wreszcie mam słownictwo, które pozwala mi naprawdę rozumieć, o czym mówią inni. Wcześniej, pracując przy projektach przekrojowych, często wyglądało to tak, że prezentowałam swoją część, a potem… trochę przestawałam słuchać. Nie dlatego, że nie chciałam, tylko dlatego, że to było jak próba zrozumienia kogoś mówiącego w obcym języku.

Po zdobyciu DIMAQ to się zmieniło. To trochę jak z nauką języka – nadal myślę po polsku, a w moim przypadku po SEMowemu, ale jestem w stanie swobodnie funkcjonować na poziomie komunikatywnym w wielu innych obszarach. Rozumiem kontekst, zależności i nie potrzebuję już „słowniczka” do terminów, którymi posługują się inni specjaliści.
strategicznie i doradzając klientom często proponuję rozwiązania znajdujące się na styku różnych specjalizacji. Trochę jak internista, który może diagnozować cały system działań marketingowych, zamiast za każdym razem wysyłać pacjenta do nowego specjalisty.

Julia: Szczerze mówiąc, dość szybko przestałam aktywnie zbierać punkty recertyfikacyjne. Już w połowie okresu recertyfikacyjnego okazało się, że przy wymaganych 100 punktach mam na koncie… 350. To był moment, w którym zrozumiałam, że w moim przypadku to nie system mnie motywuje. Działa to raczej w drugą stronę. To nie konieczność utrzymania statusu ciągnie mnie do wydarzeń akredytowanych przez DIMAQ, tylko naturalna potrzeba bycia blisko wartościowych treści i ludzi z branży. A jako prelegentka mam dodatkowo perspektywę „od środka” – wiem, że jeśli wydarzenie ma znak jakości DIMAQ, to mogę się spodziewać solidnej dawki wiedzy i bardzo dobrej organizacji. Więc ostatecznie ten mechanizm działa, ale nie przez presję, tylko przez jakość.

Julia: Nie znam drugiej tak przekrojowej formy potwierdzenia wiedzy w naszej branży. Z jednej strony mamy certyfikaty od konkretnych wydawców – i one oczywiście są przydatne, ale w dużej mierze sprawdzają umiejętność poruszania się po danym narzędziu czy stosowania jego rekomendacji, a nie szerokie rozumienie marketingu jako całości. Z drugiej strony są certyfikacje specjalistyczne, skupione na jednym obszarze. I nawet jeśli są wartościowe, ich znaczenie jest czytelne głównie dla osób z tej samej niszy. DIMAQ jest gdzieś pomiędzy – obejmuje różne obszary i sprawdza nie tylko wiedzę, ale też to, czy potrafisz ją połączyć w szerszy kontekst. Dużym plusem, szczególnie w erze AI, jest też forma egzaminu. Odbywa się na żywo, więc trudno mówić o „wspomaganiu się” zewnętrznymi narzędziami. To realna weryfikacja tego, co masz w głowie, a nie tego, jak dobrze potrafisz korzystać z podpowiedzi.


Julia Waincetel

Senior SEM Specialist AI Automation Lead

Performics (Publicis Groupe)

Senior SEM Specialist AI Automation Lead w Performics (Publicis Groupe). Wspiera zarządzanie zmianą z AI – od budowania kompetencji, przez automatyzacje procesów, po wzrost wyników biznesowych. Dzieli się wiedzą podczas konferencji TEDx, Forum IAB czy Mobile Trends. Jej kampanie reklamowe zdobyły nagrody Effie Poland, Golden Arrow i Global Search Awards. Certyfikowana specjalistka Google, DIMAQ Pro i Change Management APMG.

Przygotuj się do certyfikacji pod okiem doświadczonych trenerów!

Dowiedz się więcej o Akademii DIMAQ Professional >>>